To nauka i to nauka

Zawsze wywołuje u mnie zachwyt sytuacja, gdy dzieci same dążą do rozwoju, same poszukują aktywności, które będą je rozwijać. Trzeba „tylko” nie gasić w nich tego dążenia. To był właśnie jeden z tych dni, który był bardzo owocny, choć nic nie zapowiadało, że tak będzie.

Wszystkie byłyśmy zmęczone po porannej nauce, nowych tematach z matematyki i polskiego, nieco już drażliwe i skore do sprzeczki. Na to mam zawsze stałą odpowiedź: wyjście na dwór. Lubimy razem spacerować, jeździć na rowerze, zwiedzać. 🚴‍♀

 Ruszyłyśmy na rowerach do odległego o 5 km jeziorka. „Przewietrzywszy głowy” od razu odzyskałyśmy dobry humor, zwłaszcza, że było piękne słońce.

Ponieważ duża część ludzi o tej porze bywa zwykle w pracy lub szkole, plaża była pusta, a w jeziorku tam i z powrotem pływało trzech zagorzałych pływaków. 🏊‍♀

Rozłożyłyśmy  swoje obozowisko podziwiając pływających „morsów” leniwie wodząc za nimi wzrokiem. Od czasu do czasu wzrok przykuwały inne obrazki: a to łabędzie płynące z „brzydkimi kaczątkami” (nam te małe szare łabędzie bardzo się podobały i dziewczyny zupełnie nie mogły zrozumieć, dlaczego kaczki i całe otoczenie z bajki Andersena tak bardzo odrzucały to piękne stworzenie), a to gromada kaczek wydających dźwięki  przypominające rubaszny śmiech.🦢🦆☀🏞

Przepadam za takimi swobodnymi rozmowami w otoczeniu przyrody. Jak gdyby nigdy nic dyskutujemy sobie, snujemy rozważania, stawiamy tezy, wymieniamy się informacjami. I nawet dzieci nie wiedzą, ze się wówczas… UCZĄ 🙂

Rozmowy o budowie i rozmnażaniu ptaków przeplatały się z informacjami na temat siedlisk wodnych, tworzenia się jezior i znaczenia zbiorników wodnych dla całej okolicy.

W pewnym momencie jedna z córek zaczęła kopać tuż przy linii wody i ze zdziwieniem odkryła, że są tam pokłady gliny. Co za radość! Teraz już wszystkie trzy zaczęły kopać i wkrótce pochłonął je twórczy szał. Mając mnóstwo gliny i wody do dyspozycji ulepiły masę zwierzątek i przeróżnych naczyń. W dodatku nie trzeba było martwić się o pobrudzenie, czy sprzątanie. Wystarczy wypłukać ręce w wodzie. Istny raj! 🫖🥣☕

Na szczęście wożę ze sobą zawsze małą plastikową siatkę na różne sytuacje. Tym razem przydała się na zabranie do domu wielkiej kuli  gliny. Bo dobrego nigdy dość 😉

Po powrocie z wycieczki dzieci siedziały do wieczora na podwórku i dalej lepiły swoje garnki, garnuszki, imbryczki.

Post Author: takczysiak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

43 + = 51